HISTORIA WIDZENIA – PRAKTYKI PERCEPCJI W ZAKŁADACH ZAMKNIĘTYCH

HISTORIA WIDZENIA – PRAKTYKI PERCEPCJI W ZAKŁADACH ZAMKNIĘTYCH

REDAKCJA

Historię widzenia prowadzimy jako projekt rozciągnięty w czasie. Nie wyznaczamy mu jednego rezultatu ani jednej drogi dojścia. Przenosimy pracę między kolejnymi ośrodkami i sytuacjami, a każde miejsce nakłada na widzenie własne warunki. Rytm instytucji wpływa na uwagę; codzienność wpływa na pamięć; przestrzeń wyznacza zakres ruchu i spotkania.

W Centrum Alzheimera realizujemy jeden z etapów tej pracy. Nie traktujemy go jako źródła, wzorca ani modelu dla kolejnych miejsc. Interesuje nas raczej to, jak konkretne warunki zmieniają sposób, w jaki coś przyciąga uwagę, utrzymuje się w pamięci i przechodzi na stronę.

Dlatego nie pytamy wyłącznie o to, co ktoś widzi. Pytamy także, jak widzialne nabiera kształtu w przejściu od spojrzenia do ręki.

Nie traktujemy widzenia jako przezroczystego kanału między rzeczą a jej obrazem. Traktujemy je jako strefę przemiany. Uwaga wydobywa fragment, pamięć go przesuwa, ręka nadaje mu kolejny kształt. Na stronie może pozostać kontur albo plama; czasem znika większość tego, co reprodukcja podsuwała spojrzeniu. Zapis nie potwierdza więc niezmiennej tożsamości obrazu. Pokazuje zmianę, która zaszła po drodze.

Każdy etap pracy rozwijamy następnie w dwóch porządkach: stacjonarnym i wirtualnym.

W porządku stacjonarnym obrazy pozostają w miejscu, w którym powstały. Zachowują związek z rytmem spotkań, przestrzenią ośrodka i gestami uczestników. Nie przenosimy ich do neutralnego wnętrza ekspozycyjnego; pozostawiamy je w kontekście, z którego się wynurzyły.

Porządek wirtualny otwiera wybrane ślady na zewnątrz. Przenosimy je do trójwymiarowej przestrzeni cyfrowej, lecz nie próbujemy odtworzyć obecności ani zbudować cyfrowego sobowtóra ośrodka. Zmieniamy pozycję odbiorcy wobec obrazu.

Wewnątrz ośrodka praca uczestniczy w codzienności. W przestrzeni cyfrowej odbiorca spotyka tylko ujawniony fragment. Nie przeniesiemy czasu spotkania ani napięcia chwili, w której ręka zatrzymała się nad kartką. Wirtualna ekspozycja pokazuje osad procesu, nie sam proces.

W Historię widzenia wpisujemy więc dwie osie:

Pierwsza oś prowadzi od obserwacji ku przedstawieniu. Druga prowadzi od sytuacji lokalnej ku cyfrowemu udostępnieniu. Obie przecinają się w obrazie, który nie zamyka procesu, lecz zachowuje ślad przejścia.

ZESZYTY WIDZENIA

Nie traktujemy zeszytu jako niewinnej powierzchni. Jeszcze przed pierwszym znakiem linia i margines organizują ruch ręki oraz podpowiadają kierunek.

W pierwszych klasach uczymy się prowadzić rękę pomiędzy liniami. Powtarzamy szlaczek, aż zmieści się w wyznaczonym torze. Gdy znak wypływa poza linię, korekta zawraca go do wzoru. Wraz z alfabetem przyswajamy więc również sposób dyscyplinowania powierzchni i gestu.

Bruzda pozwala spojrzeć na stronę jak na pole. Derrida łączy linię pisma z bruzdą prowadzoną przez pług. Taki obraz nie daje nam gotowej metody, lecz otwiera użyteczne przejście: od zapisu ku uprawie, od linii ku porządkowi, który poprzedza znak.

Pole nie przyjmuje jednak wyłącznie tego, co posiano. Między rzędami wyrastają samosiejki. Słowo „chwast” nie opisuje tu natury rośliny; nazywa relację między wzrostem a planem uprawy. Ta sama roślina może wzrastać bez konfliktu na łące i otrzymać nazwę chwastu na polu podporządkowanym innemu celowi.

Podobnie znak, który przekracza linię, nie niesie w sobie błędu. Błąd pojawia się dopiero wobec wzoru, który wcześniej ustanowił oczekiwaną zgodność. W Zeszytach widzenia nie wyrywamy samosiejek. Zachowujemy to, co wyrosło obok zamiaru.

Zeszyt szkolny ćwiczy zgodność. Zeszyt widzenia zawiesza jej pierwszeństwo. Sprawdzamy, dokąd prowadzi różnica.

W tym sensie ziarno nie wystarcza do wyjaśnienia kształtu rośliny. Światło, wilgoć i opór gleby współtworzą kierunek wzrostu. Podobnie obraz na stronie zapisuje nie tylko reprodukcję, lecz również drogę uwagi przez pamięć, ciało i gest.

Widzenie wzrasta w przedstawieniu, lecz przedstawienie nie zamyka widzenia.

PRZESTRZEŃ WIRTUALNA

Cyfrowa ekspozycja pozwala obrazom opuścić miejsce powstania bez udawania, że przenosi samo doświadczenie spotkania. Daje im kolejne otoczenie, kolejną skalę i kolejny sposób oglądania. Każda aktualizacja może zmienić układ przestrzeni albo relacje między pracami.

Dlatego traktujemy wystawę wirtualną jako wersję czasową. Pokazuje ona określony stan Historii widzenia w danym momencie, a zarazem pozostawia miejsce na dalsze przekształcenia. Nie zatrzymuje ruchu projektu; nadaje mu na chwilę widzialny układ.

Próbujemy więc zatrzymać ślad ruchu bez zamieniania go w ostateczny obraz.

REPRODUKCJA

W jednej z sal Centrum Alzheimera znaleźliśmy przypadkiem książkę Przemysława Trzeciaka 250 razy o sztuce polskiej. Na zamkniętej okładce osiadł kurz. Z bliska jednolita szarość rozpadała się na drobiny pochodzące z ciał, przedmiotów i samego wnętrza.

Książka po jednej stronie stołu i zeszyt po drugiej tworzą znajomy układ zależności. Książka podaje wybrany obraz; zeszyt przyjmuje odpowiedź ręki. Szkolny nawyk podpowiada kierunek: rozpoznać wzór i zbliżyć zapis do tego, co wcześniej pokazano.

Ten układ należy do wcześnie wyuczonych sposobów organizowania wiedzy. Nie uczy wyłącznie patrzenia. Uczy również, co zachować i według jakiego kryterium poprawiać.

Książka Trzeciaka wprowadza jednak własne przesunięcie. Zamiast chronologii porządkuje materiał alfabetycznie. Abstrakcjonizm sąsiaduje z Adamem z Lublina, a porządek czasu ustępuje porządkowi litery. Obrazy nie uwalniają się przez to od klasyfikacji; zmienia się jedynie zasada, która rozdziela miejsca.

Zeszyty widzenia wykonują inny ruch. Nie znoszą wzoru, lecz osłabiają jego władzę nad rezultatem. Obraz przechodzi przez spojrzenie, pamięć i dłoń, a na stronie pojawia się ślad tej przemiany.

METODA

Historię widzenia rozwijamy jako Laboratorium Widzenia. Nie proponujemy nowego tytułu, lecz nazwę sposobu pracy: przygotowujemy warunki spotkania, a następnie pozwalamy materiałowi wpływać na dalszy przebieg procesu.

Zaczynamy od sytuacji zaplanowanej. Przynosimy książkę, otwieramy Zeszyty widzenia i kierujemy uwagę ku reprodukcji. Nie mierzymy jednak powodzenia zgodnością rysunku z wzorem. Interesuje nas droga, którą uwaga przechodzi między obrazem a kartką.

Pojęcie edukacji uwagi wyznacza jeden z głównych kierunków naszej pracy. W tym ujęciu patrzenie wymaga uczestnictwa i ćwiczenia wrażliwości na to, co pojawia się w otoczeniu. Przygotowana sytuacja kieruje uwagę, lecz nie wyznacza z góry drogi, którą uwaga podąży.

Podczas spotkań pojawiają się  historie spoza planu. Nie przekształcamy ich od razu w materiał artystyczny. Słuchamy i sprawdzamy, czy któraś z nich wpłynie na dalszy przebieg pracy. W ten sposób to, co początkowo znajdowało się poza założeniami, może zmienić kierunek kolejnych działań.

Takie podejście wymaga czujności wobec gotowej metody. Zamiast narzucać każdej sytuacji ten sam aparat, dostosowujemy sposób pracy do tego, co pojawia się podczas spotkania. Uważne patrzenie obejmuje więc nie tylko obraz, lecz także gest i przebieg samej sytuacji. Metoda wyznacza warunki pracy, ale nie przesądza o jej rezultacie ani nie podporządkowuje tego, co się wydarza, jednemu zestawowi pojęć.

Tak pojawił się plecak listonosza.

Jeden z mieszkańców domu pomocy społecznej opowiedział o doręczycielu z Miłkowa, który przez trzydzieści pięć lat wnosił korespondencję do schroniska na Śnieżce. Po jego śmierci plecak odnaleziono w jednym z karkonoskich urzędów pocztowych, a później trafił do muzeum.

Dziś oglądamy go za szkłem, w porządku stałej ekspozycji. Wcześniej uczestniczył jednak w ruchu między nadawcą a adresatem, doliną a schroniskiem, pismem a odczytaniem. Opowieść przywróciła nam część tego ruchu i przesunęła dalszą pracę.

Nie wprowadziliśmy plecaka jako ilustracji gotowej tezy. To opowieść wprowadziła przedmiot do projektu.

W tym sensie interesują nas rzeczy, których jedna funkcja ani jedna historia nie wyczerpuje. Graham Harman opisuje wycofanie obiektu: każdy kontakt ujawnia pewien aspekt rzeczy, lecz nie daje dostępu do całej reszty. W naszym projekcie plecak przechodzi przez kilka relacji — pracę listonosza, muzealną ekspozycję i opowieść mieszkańca — a żadnej z nich nie traktujemy jako ostatniego słowa.

Laboratorium Widzenia wyznacza warunki pracy, lecz nie rości sobie prawa do przewidzenia rezultatu. Reguły mogą zmieniać się pod wpływem tego, co wydarza się podczas spotkania.

POWRÓT DO POLA

W tym miejscu wracamy do pola, bruzdy i ziarna.

Nasiono pęcznieje pod powierzchnią, pobiera wodę i otwiera osłonę. Korzeń nie realizuje geometrycznego planu. Omija przeszkody, podąża za wilgocią i reaguje na warunki gleby. Nad powierzchnią pęd odpowiada na światło, którego kierunek zmienia się wraz z otoczeniem.

Kształt rośliny zapisuje historię tych kontaktów.

Owoc nie spełnia jedynie ziarna. Niesie zapis warunków, w których wzrastał.

Ze względu na specyfikę miejsca oraz konieczność ochrony prywatności uczestników projektu nie możemy podać ich pełnych danych osobowych.

Chcielibyśmy jednak serdecznie podziękować wszystkim osobom, które wzięły udział w projekcie, a w szczególności:

Irenie, Gabrieli, Mirosławowi, Beacie, Mirosławie, Kazimierzowi, Wiesławie, Marii, Krystynie, Urszuli, Jadwidze, Ani, Janinie, Dariuszowi, Wandzie, Krzysztofowi, Jadwidze, Władysławowi, Marcinowi, Janowi i Basi.