featured image

Pandemia, podmiotowość i wampir | Łukasz Ostrowski

Ostatni czas był przepełniony wyrazem bezpośredniej krzywdy. Okres pandemii, protesty przeciwko rasizmowi, starcia z konserwatywną władzą w Polsce. Dla losu tych poruszających głosów i masowych działań jest kluczowe, że żyjemy w społeczeństwie, które zewsząd nakłania nas do ekspresji. Ekspresja i feedback społeczny, rozpacz mas i wrażliwość władzy zastępują dzisiaj na Zachodzie dumne monumenty ideologiczne. Tym samym jednak po roku 2020 mam wrażenie, że nasze uczucia zostały zwiedzione, oszukane i wykorzystane przeciwko nam. Ekspresja, która staje się tak ważną częścią aktywności publicznej staje się w społeczeństwach kapitalistycznych formą społecznej racjonalizacji uczuć. W rozgadanej kulturze jesteśmy skłaniani, żeby nasza frustracja, ale i nasz zachwyt przeszedł zapośredniczenie, zgodził się na reprezentację polityczną albo związał z przedmiotem konsumpcji. Uczucia są uwikłane w ekonomię polityczną i pomimo tego, że stanowią niezaprzeczalną, bezpośrednią prawdę, w toku wydarzeń stają się elementami całościowego fałszu.

Bezpośredniość przemocy i krzywdy można ująć dopiero w poznawczych ramach istniejących systemów racjonalizacji. Te bolesne doświadczenia stają się wtedy treścią takich polaryzujących kategorii jak wschód-zachód, praworządność-populizm, konserwatyzm-liberalizm. W 2020 obserwowaliśmy ten proces podczas wyborów, kiedy oburzona homofobią publika zagłosowała na Rafała, który wydawał się reprezentantem zdrowego rozsądku i wrażliwości społecznej. Wyraz sprzeciwu dopełnił tym samym błędne koło, od neoliberalnej przemocy do prawicowej przemocy i z powrotem. Chociaż napisano dużo słów o naiwności dobrych chęci opozycjonistów, lepiej zwrócić uwagę na ogólny mechanizm reprezentacji naszych uczuć, który stał się spektaklem tak wyuzdanym, że trzeba go potraktować jako najpoważniejszy problem polityczny. Choć wampiryczny charakter systemów społecznych, napędzanych wydatkowanym, ludzkim życiem nie jest nowością, to ich wrażliwe, niemalże opiekuńcze wcielenie odróżnia nasze czasy od paternalistycznej polityki lat 90-tych, oskarżających lenistwo pohukiwań Kuronia, bezwzględności policyjnych pał i dzikiej prywatyzacji. Dzisiejsi politycy liberalni angażują i reprezentują emocje podobne do rozpaczliwego głosu Grety Thunberg.

Na układ gwarantujący powodzenie obecnej polityki składa się “racjonalność-wampir” i ekspresja podmiotu, reprezentowana w mediach lub puszczona wolno w określonych, produktywnych ramach z góry założonych przepływów informacji. Wbrew zupełnemu konstruktywizmowi, nie sądzę w związku z tym, że człowiek jest pojęciem ideologicznym i że humanizm z konieczności pomija jego uwikłanie w systemy produkcji wiedzy. Sądzę, że ta potężna racjonalność pozostawia po sobie resztkę, którą trzeba unaocznić. Trudno o niej mówić, bo przeszliśmy szkołę liberalizmu, w której mydli się nam oczy kolonialnym pojęciem Inności lub wymijająco wskazuje na punkt przecięcia krzywej popytu i podaży. To ostatnie ujęcie jest całkowitym rozproszeniem podmiotu na rzecz mechanizmów rynkowych. Tak czy inaczej pozostajemy bezradni wobec przerażającej głupoty tych reprezentacji człowieczeństwa w kulturze, które służą najbardziej impulsywnym i wyalienowanym ekspresjom podmiotowości. Konsumpcyjny borderline, podporządkowuje emocje niestabilnej ekonomii, a polityczna histeria, która po lewej stronie obawia się widma faszyzmu, a po prawej widma LGBT służy najbardziej krótkotrwałym obietnicom politycznym. Mamy zatrzymać się na nieingerencji. To ma być ostateczne spełnienie wolności.

Dokonuje się pewien rodzaj ludobójstwa i jest całkiem podobny do tego, które miał na myśli Pasolini, z tą różnicą, że dzieje się cyklicznie i bez przerwy. Panująca racjonalność wytwarza świat ogołocony z podmiotowości. Trzeba zwrócić uwagę na różne, instytucjonalne wcielenia tej racjonalności, poczynając od edukacji. Foucaltowskie z inspiracji mikroanalizy technik dyscyplinujących w obrębie szkoły uważam za drugorzędne wobec ogólnej funkcji wiedzy w reprodukcji istniejących relacji społecznych. Wobec postępującej specjalizacji nauki i zadań intelektualnych racjonalność edukacji przestaje być domeną wolnego podmiotu oświeceniowego, który mógł jeszcze stanowić rodzaj egzystencjalnego zakorzenienia jej programu. Wykorzenienie wszelkiego społecznego i podmiotowego odniesienia wiedzy ma swój niezaprzeczalny udział w globalnej paranoi antyszczepionkowej, w odpowiedzi na którą nie jesteśmy w stanie zaproponować nic poza racjonalistyczną naganą wystawianą religii i ciemnocie. Na tym polega autorytarna pedagogika, która sfetyszyzowane fakty wmusza za pośrednictwem funkcjonariuszy państwowych instytucji. Dla ludzi, którzy nie przeżywają po tym treningu solipsystycznej derealizacji pozostaje brakujące miejsce na podmiotowość sprawcy, które zapełniają zdeformowane podmioty spiskowe. Mason albo Reptilianin są zbiorami przypadkowych faktów nabudowanych na rdzeniu bezsensownej, wszechobecnej władzy.

Trzeba zadać sobie pytanie o to jak przywrócić człowieczeństwo do kultury, na rzecz rewolucyjnej komunikacji. Marks pytając w “Tezach o Feuerbachu” o to kto wychowuje wychowawców zmienionego świata próbuje właśnie przywrócić problem podmiotu i jego działania, które stoją u podstaw wszelkiej postępowej pedagogiki. Tym co obala autorytaryzm faktów jest ich przywrócenie świadomości zanurzonej w świecie. Dla rewolucjonistów od dawna jest oczywiste, że kapitał to wampir, który żywi się wydatkowaniem ludzkiego życia, zostawiając tylko ogryzek reprodukcyjnej monotonii. W ramach sprzeciwu warto dzisiaj kontynuować ich poszukiwania witalizmu i form samorealizacji człowieka, pamiętając jednak o łatwości z jaką najintensywniejsze afekty stają się ekscytującymi sloganami w ramach racjonalnego systemu produkcji. Reklama potrafi obchodzić się z naszymi żądaniami, jej agenci patrzą na nas z ogromną wrażliwością. Są gotowi nam zakrzyknąć “przeżyj to!”. W latach 60-tych za Vaneigemem używano słowa “kreatywność” jako neologizmu, aby zburzyć mury starego świata. Każdy wie, że to pojęcie stało się kamieniem węgielnym nowych wspaniałych budowli.

Nie jesteśmy w stanie uciec z zamkniętego mitu kapitalizmu, który panuje dzięki oślepiającej “pozytywności” swojego ilościowego postępu. Dlatego należy poszukiwać tej niepasującej, podmiotowej “resztki”, która zostaje, pomimo procesów wampirycznej akumulacji. Trzeba zwrócić się ku “negatywności” człowieka, jakkolwiek nieokreślona i abstrakcyjna się może wydawać na początku. Tym razem nie chodzi o Negatywność hołubioną przez Sartre’a jako drogowskaz indywidualnej etyki, ale jako wyznacznik uniwersalnej wrażliwości na wyrazy podmiotowości, których nie da się umieścić w poznawczych ramach ideologii i systemów zarządzania. Ponieważ żyjemy w świecie wstrząsanym siłą ruchów populistycznych, które przychodzą po degradacji konsensualnych instytucji społecznych, takich jak państwo opiekuńcze, musimy podobnie do populistów zająć się głoszeniem pewnej formy człowieczeństwa. Podczas pandemii ludzka podmiotowość objawiła się pod postacią człowieka niezbywalnie zagrożonego, którego słabość stoi u podstaw naszego współistnienia. Nie jest to już słaby Inny, którego Owsiak i Kulczyk potrafią wyróżnić jako swojego podopiecznego. Relacja ze słabością wdarła się w naszą codzienność, stanowiąc negację pozytywności rozwoju ekonomicznego, z którym wchodzi w niemy spór.

Czym, wobec tego jest śmiałość z jaką krzyczano w tym roku podczas protestów? Jest nadal abstrakcyjną walką symboliczną z przemocą słów i praw. Emancypacja jest skazana na racjonalizację poprzez język prawa, posługując się widzialnością i szerzeniem sloganów. Widzialność jako zwodnicze narzędzie klas panujących nie jest egalitarna nawet w czasach Internetu. Rozczarowanie nią przychodzi zawsze po czasie triumfu i wyraża się w przemocy, która już nie potrafi mówić. Lewicowy terroryzm w latach 70-tych i brutalne starcia robotników w Polsce lat 90-tych są głosem ludzi, którzy nie uczestniczą już w formach politycznej ekspresji. Ten paradoks niemego głosu wskazuje nam konieczność nowego języka, nie nowego sloganu, ale rozumienia narracji, które przywróci nam realne ludzkie życie jako cel i orientację naszych działań. Niepodobnie do przedstawień martwej literatury i filmu, musi to być życie otwarte i żądające. Jeśli Hardt i Negri mają w czymś rację, to w powiązaniu polityki z miłością, ich wspólnym pragnieniu mierzenia się z człowiekiem w jego całości. Robot nicy “Solidarności” pisali dla siebie setki wierszy. Czy można sobie wyobrazić głębszą oznakę demokratycznego socjalizmu? Stajemy przed takim samym zadaniem dzisiaj, od niego będzie zależało, czy wyjdziemy z barbarzyństwa.

Warszawa 30.06.2021

Obraz: Lena Achtelik

Comments are closed.